Tutaj dawno-dawno temu olbrzymy grali w piłkę. Pograli i zostawili wszystko leżeć przez tysiące lat. A teraz można przyjechać tutaj, wędrować pomiędzy kul, i probować je ruszyć z miejsca, wyobrażając siebie wielkoludem...
W Shetpe uzupełniamy zapasy, nie zapominamy choć i niedobrego, ale piwa, po nauczce tankujemy do pełna i kierujemy się w stronę Tauchik. Na krotko zjeżdżamy pod czink Airakty - wspaniałe widoki. Tutaj trzeba byłoby spędzić cały dzień - ale my jedziemy dalej. Następnie góra Sherkala - tak zwany “śpiący lew”. Jest ciekawa, piękna, ale po Tuzbair już nie robi wrażenia, tym bardziej że nie widzimy podobieństwa do lwa. No ale sam wjazd pod nią jest ciekawy, kierowca terenówki może znaleźć tutaj sporo przygód. Stąd wyruszamy do doliny Torysh(inaczej doliny konkrecji) - tam będziemy nocować.
Droga żwirowa, potem jeszcze 30 km przez step i wzniesienie. Chociaż miejsce jest nazywane doliną Torysh, w rzeczywistości nagromadzenie konkrecji jest 60 metrów powyżej poziomu stepu. Musimy tam wjechać – droga była interesująca:) To co zobaczyliśmy ciężko nie nazwać zaskakującym widokiem. Tam można wędrować godzinami, próbując wykryć różne formy. Niektóre kule są podobne do zwierząt, niektóre są idealnie okrągłe. Znowu zachód słońca, ciepłe kolory i kule stają się czerwono-brązowymi. Ciepło spływa z nieba na otaczające nas konkrecje i suchą trawę. Tu raj dla oczu i dla fotografów - można w nieskończoność podziwiać tworzenie przyrody.
Przejechano 323 km.
Dzień 11. Poranek jest piękny. Wędruję pomiędzy kulami, robię zdjęcia. Na dole nad stepem pozostałości mgły. I cisza, tylko wszechobecny wiatr. Nikt nie krzyczy, nie trzaska drzwiami, nie słychać szumu silników. Nie trzeba nigdzie spieszyć się(chyba że do innych ciekawych i pięknych miejsc:) ), możesz wstawać razem ze słońcem i oglądać jak światło zmienia świat. Kto nigdy nie udał się w taką podróż nigdy nie zobaczy i nie będzie wiedział jak to jest wspaniałe.. Niestety, nasza droga wola nas dalej - chcemy odwiedzić inne ciekawe miejsca. Zmierzamy w kierunku morza - dzisiaj będziemy kąpać się w Morzu Kaspijskim.
Mijamy Tauchik, jeszcze trochę i daleko na przodzie widzimy morze i latarnię Sarytash. Ale my jedziemy do meczetu Shakpak-Ata.
Tutaj dzisiaj sporo ludzi, dymią się ogniska, gotują pilaw. Meczet jest podwójny: zwykły budynek i za kilkuset metrów w skałach podziemna część. Tą część otaczają niesamowite kamienne koronkowe wzory w skałach, tkane przez naturę. Nikt nas nie goni, witają i zapraszają wstąpić i zobaczyć. Tutaj nie ma zwyczajnej dla Europy sztywności, ludzie są otwarci i cieszą się gościom.
Dalej wąwóz Kapan, Mauzoleum Kenty-Baba, meczet Sultan-Epe - wszystkiego tylko po troszkę na posmakowanie. Żeby chcieć kiedyś wrócić. Ze dwa strome zjazdy, i my już jedziemy prosto do morza. Morze tutaj jednak jest naprawdę do kolan - możesz iść w wodzie 200-300 metrów i to będzie tylko nieco powyżej kolana. Przy tej głębokości woda jest przyjemnie ciepła, ale długie wędrówki po wodzie są uciążliwe i szybko się nudzą. W wodzie widzimy kilka węży wodnych i niewiadomo kto był bardziej wystraszony przy tym pierwszym spotkaniu. W piasku mnóstwo muszli - zaczyna się zbieranie. Jest gorąco, ale wiatr od morza troszkę chłodzi. Wieczorem morze robi się jeszcze płytsze - odpływ. Zachód słońca jest piękny, morze jest spokojne.
Przejechaliśmy 323 km.
created with
Web Design Software .