Wąski kanał w piasku, przez który wczoraj przywoziliśmy drzewo dzisiaj już nie jest tak wąski. Przejeżdżamy jednak bez problemu, zagłębiamy się w las. Droga podobna jak wczoraj, tyko te krzaki pośrodku drogi są jeszcze wyższe i trafiają się częściej. Deszcz powoli ustaje, nie jest już tak chłodno, wiatru w lesie też już nie czuć. Żadnych śladów że ktoś tu był nie dawno. Za to znajdujemy ślady niedźwiedzia…
Dojeżdżamy skręt. Pojedziemy w gorę - Намуайв (Namuayv). Szkoda - nad nią mgła i chmury. Innej drogi nie mamy - ta co wprost się skończy pod przełęczą.. Dalej tylko na piechotkę. Znowu zostaniemy bez widoków.. Powoli wspinamy się. Niebo rozjaśnia się, nawet słońce pokazuje się. Nad szczytem wszystko jedno chmury. Stromo, kamienie i MGLA. Już poważna mgła - jedziemy w chmurze. W jakiś moment nawet tracimy się, ale radio pomaga odnaleźć się. Gdzie nie gdzie jest stromo tak, że wskakuje myśl, czy nie ukręcę sobie półosi. Nie mam tarczy jak tamten Defender, ale Roland ma. Jednak wjeżdżamy. Roland już na poważnie podziwia D3 i mówi że nie uwierzyłby, jeżeli nie własne oczy. Takie uznanie jest miłe, tym bardziej wszystko jest potwierdzone drogą. Zjeżdżamy. Drogi tutaj też nie wybieramy - ona po prostu jest jedyna i prowadzi do brodu „Volga-Volga” przez rzekę Майвальтайок (Mayvaltayok). Już nie pamiętam gdzie spotkałem tą nazwę. Tak bród nazwano za jego szerokość - w zależności od tego, jak jechać może być i do 100 metrów, głębokość 70-80 cm. Przed nim jest jeszcze jeden szerokością 7-8 metrów. Roland w nim zakopuję się - D1 też potrafi :) Wyciągam go - jedziemy plażą do głównego brodu. Wiatr znad Umbozero, chmury, nie jest ciepło, ale nie pada. Znowu wodery, szukamy trasy. Dno tutaj piasek. Jezioro nie spokojne, ale wielkich fal nie ma. Na przeciwnej stronie piasek kurzawka, naniesiony falami, nogi od razu zapadają się. Tam gdzie fale uderzają o brzeg, stać nie da się, piasek od razu wciąga. Nieciekawie to wygląda. Jest możliwa trasa w najwęższym miejscu, głębokość będzie 80-90 cm. Jechać trzeba łukiem, i właśnie na wyjeździe ten podejrzany piasek. Jest próg jakichś 30 cm, sformowany przez wodę przy większym wietrze wcześniej. Mnie bardziej odpowiada inna wersja - trzeba jechać w szerokim miejscu, przez zalew. Będzie jakichś 100 m, głębokość po kolana. Dno wszędzie też piasek, ale tam wyjazd jest równy i piasek dość twardy. Roland mówi, że mamy tylko 60 m Dyneema liny, i w razie problemów on mnie nie wyciągnie, ja go tym bardziej, bo nie mam wyciągarki. Ma większe doświadczenie, ustępuje mu. I to było błędem. Później, po sprawdzeniu map satelitarnych jasno było widać, że trzeba było jechać tak jak myślałem.
Zdmuchujemy się, zostawiamy w oponach tylko po 0.9 bar. Potrzebujemy jak największy kontakt z powierzchnią. Na wszelki wypadek zaczepiamy linę na tylną pętlę - szybciej pójdzie akcja ratownicza jeżeli zakopię się na środku broda. Piasek w brodzie trzyma. Już jest lepiej, jednak wyjazd spełnia najgorsze oczekiwania. Koła zakopują się w piasku. Auto prawą stroną dnem już się upiera w piasek. Dobrze że są resztki mostu który kiedyś tutaj był i jest za co przypiąć linę. Roland z tamtego brzegu próbuję mnie wyciągnąć, jednak auto ani drgnie. Po którejś probie wyciągania zaświeca się żarówka ABS, zawieszenie opada i nie podnosi się. Akcja ratownicza trwa 3 godziny, tylko po podnoszeniu każdego kola, odkopaniu piasku i podkładaniu sandtreków wyjeżdżam. Nawet nie myślę co bym było przy zakopaniu się tam gdzie są fale.. Roland teraz jedzie jak na skrzydłach - przejeżdża bez problemu. Moje auto dalej nie podnosi się, kontrolka ABS świeci się. Szukamy miejsce na nocleg - jest w pobliżu. Kilka kałuż i jeszcze jeden bród, ale dojeżdżam i w takim stanie. Diagnostyka pokazuje, że jest błąd czujnika ABS prawego tylnego koła. Z zawieszeniem nie ma żadnych problemów. Jednak nie podnosi się, na ekraniku zegarów też nic nie pisze. Wyciągam czujnik - koniec zeszlifowany, widoczna część metalowa wewnętrzna. Wszystko jasne. Na wszelki wypadek zamieniam z lewym kołem - problem przenosi się na lewe koło. Czujnika nie mamy. Dla D3 to istotny element - od prawidłowej pracy czujników ABS zależą większość funkcji 4x4. Następnym razem zabiorę ze sobą, teraz droga na przełęcz Umbozero., która jest dosc skomplikowana, już nie wchodzi w rachubę. Może być za ciężka dla poranionego D3. W dodatek - problem zawieszenia. Tego nie rozumie w ogóle. Wszystkie czujniki zawieszenia w normie, wskazania wysokości w normie, kompresor pracuje, żadnego błędu - auto nie podnosi się. Zostawiam na jutro.
W nocy znowu deszcz. Rano nadal. Sprawdzam wszystko jeszcze raz - wszystko jest w porządku. Na przycisk podnoszenia - miganie kontrolek i nic więcej. Wchodzę w tryb diagnostyczny zawieszenia i nadmuchuję każdą poduszkę osobno, do mniej więcej takiej samej wysokości. Wyciągam bezpiecznik komputera zawieszenia, żeby nie próbował sterować poduszkami. Teraz już można będzie jechać - znowu siedzę wysoko. Na przełęcz jednak nie pojedziemy - ruszamy w stronę domu. Zajedziemy jeszcze w Kirowsk, i bazę ratowników w samym środku Chibin. Musimy pomiędzy innymi powiesić tam drogowskaz do Wilna i Pszowa. Bród przez Тульок, szeroki i dość głęboki - bez problemów. Bożena oddycha z ulgą. Jeszcze jeden - też. Można jechać i bez czujnika ABS :) Jeszcze kilka kałuż, domki dla turystów i droga już prowadzi brzegiem jeziora. Można jechać szybciej, a D3 zaczyna się pluć się, że ma błąd zawieszenia (wyciągnięty bezpiecznik) i piszę, że prędkość zostanie ograniczona do 40km/h. Jest jednak dobrze - mój D3 jest z chip-tuningiem i to ograniczenie nie działa - inaczej byłoby nie ciekawie.
Kirowsk - całkiem przytulne miasto. Skandaliczny film „Lewiatan” niczym nie odpowiada temu, co tu widzimy, a był filmowany tutaj. W ogóle nie widzieliśmy nigdzie żadnego pijanego człowieka. No ale reżyserowie widzą inaczej, szczególnie jak chcą Oskara. Zatrzymujemy się przy stołówce. Zjemy obiad, należy się nam. Jest czysto i przytulnie, ceny przyzwoite, na dwie osoby 10 Euro. I tutaj mamy konflikt - młoda przechodząc obok Rolanda mówi że ten gulasz wygląda jak g..o. Roland się wkurza na maxa, że nawet nie może potem skończyć jeść. Mówi Tomaszowi, że jeżeli jego pasja nie przytrzyma swojego języczka to jej po prostu wp..doli. Obiecam sobie że już więcej nigdy nie zabieram ze sobą pasażerów, jeżeli kogoś dobrze nie znam. Nie ma sensu zmniejszać sobie koszty i mieć niemiłą atmosferę.
Jedziemy w Chibiny. Kałuże, droga rzeczką, piękne góry. Szkoda że szczyty we mgle. Wodospad Красивый (Krasivyj). Właściwa nazwa - jest piękny :) Woda tak czysta, że niebieska, chociaż niema słońca i nie widać nieba. Docieramy do bazy. Ilość drogowskazów robi wrażenie. Można pół dnia oglądać, wyszukując przeróżne miejscowości. Wieszamy swoją, fotografujemy się. Jesteśmy po prostu szczęśliwi, dotarliśmy prawie wszędzie gdzie chcieliśmy, naprawdę trudną drogą. Jestem ciekawy, czy przez bród przez Surę i bród Litt przejechało więcej D3. Tego nie wiem, ale teraz już jestem pewny w swoim aucie, i wiem że ono potrafi wywieźć mnie z najtrudniejszych miejsc, nawet będąc niepełnosprawnym. Roland reguluje przednie łożysko - były luzy. Pytamy o nocleg - wszystko zajęte. Wracamy do Kirowska. Znajdujemy hotel. Możemy mieć 6-osobowe studio. Młodzi jednak chcą być osobno. Na kolację też pójdą sami, bo chcą jeszcze na spacer. Śmieszni są. Kolacja udana - kawiarenka polecona przez pani z hotelu jest świetna, jedzenie bardzo dobre. Niestety w sklepie jesteśmy już za późno i wina kupić już nie możemy - jest 10 wieczoru. Sytuację jak zawsze ratuje Kostya. Okazuje się, że niedaleko jest sklep, gdzie sprzedają tylko alkohole i tam możemy kupić wino. Wieczór udany. Razem z tym dowiadujemy się, że irańskie winogrona i winogrona z Kubani (region Rosji) są po prostu rewelacyjne, słodkie i po prostu mają smak. Włoskie które sprzedają u nas i blisko nie leżały. Ciekawie, czemu możemy kupić tylko włoskie? W innych krajach UE winogrona nie rośną?
created with
Free Website Builder .