Niebieska zatoka

Turkusowa woda, kamienie, muszelki i zimna kąpiel przy temperaturze powietrza powyżej 30C. Czego jeszcze można chcieć żeby odpocząc w dalekiej podróży? I te kolory wieczorem przy zachodzie ślońca..

Dzien 12 - Znowu morze - Niebieska Zatoka

Wstajemy zaraz po wschodzie słońca, śniadanie i wybrzeżem jedziemy na zachód, w kierunku półwyspu Zhygylgan. Wjazd na płaskowyż jest stromy, kamienisty i z pochyleniem w kierunku przepaści. Kiedy nawierzchnia jest sucha nie jest dużym problemem, ale po deszczu musi być ślisko - powinno to połaskotać trochę nerwy. Przez dolinę Tubeshik jedziemy znowu do morza - odpoczywać to odpoczywać.. 

Spojrzeliśmy na morze z wysokości, zjechaliśmy do wejścia do wąwozu Saura, ale nie wchodziliśmy do samego wąwozu - było zbyt ciepło. Wróciliśmy nazad na płaskowyż i pojechaliśmy w stronę Niebieskiej zatoki. Wiedziałem, że są koleiny w skale, tylko nie wiedziałem dokładnie gdzie. A droga wyprowadziła nas bezpośrednio na to miejsce. Ciekawi byliśmy jak to pojawiło się — czy ktoś nie miał co robić, czy kosmici zostawili swoje ślady w dobrze niewystygniętej ławie?

Oglądamy Niebieską Zatokę z klifu - pięknie.. kolor wody po prostu bajka. Jedziemy na dół - będziemy tutaj nocować. Co Kazachowie mają nie całkiem w porządku to śmieci. Nawet takie piękne miejsce jest pełne butelek, resztek z pakietów, kości, a nawet pozostawionego jedzenia. Znależliśmy nawet litrową butelkę Nemiroff - przy okazji, Kazachstan jest pełen ukraińskiej gorilki(wódki). Tpfu. Znaleźć coś kazachskiego to trzeba postarać się.
Nikogo nie ma, zatrzymujemy się pod skałami, w zaciszu. Wiatr póki co słaby (jest poranek, czas lokalny 9 godzina), ale potem jego intencje mogą zmienić się. Woda jest tak zimna, że nogi od razu zamarzają. Wszystko jedno kąpiemy się, ale szybko wyskakujemy z wody. Temperatura wody wynosi tylko 13 stopni. Grzejemy się na ciepłym słońcu, zbieramy śmieci. Powoli dzień, plaża nadal jest całkowicie pusta. Z Atyrau przyjeżdża Kia, rozglądają się, mówią, gdzieś w 10 km znajduje się plaża z muszlami i oni jadą tam. Kąpiemy się znowu, wędrujemy wzdłuż skał. Dalej są ogromne kamienie, ciemne od wody i wodorostów - wyglądają jakbyśmy byli na Seychelles. Tutaj węże jest naprawdę duże. Nie boimy się, to oni nas się boją, syczą i ukrywają się. Wrócili ci z Kia, nie znaleźli drogi. Zaprosiliśmy ich na kawę, oni poczęstowali nas szaszłykiem z baraniny. Później nadjechało jeszcze kilka samochodów, tłoku nie było i jest wystarczająco dużo miejsca. Cały dzień odpoczywaliśmy - już prawie dwa tygodnie jak my w drodze..

Po południu wiatr rośnie, rosną fale, ale za to woda ogrzewa się aż do 20 stopni. Wieczór znowu, bajeczny zachód słońca i żółto pomarańczowe kolory.

Przejechane 87 km.