Chibiny!

Droga do brodu Volga - Volga

Wąski kanał w piasku, przez który wczoraj przywoziliśmy drzewo dzisiaj już nie jest tak wąski. Przejeżdżamy jednak bez problemu, zagłębiamy się w las.   Droga podobna jak wczoraj, tyko te krzaki pośrodku drogi są jeszcze wyższe i trafiają się częściej. Deszcz powoli ustaje, nie jest już tak chłodno, wiatru w lesie też już nie czuć. Żadnych śladów że ktoś tu był nie dawno. Za to znajdujemy ślady niedźwiedzia…

Dojeżdżamy skręt. Pojedziemy w gorę - Намуайв (Namuayv).   Szkoda - nad nią mgła i chmury. Innej drogi nie mamy - ta co wprost się skończy pod przełęczą.. Dalej tylko na piechotkę. Znowu zostaniemy bez widoków.. Powoli wspinamy się. Niebo rozjaśnia się, nawet słońce pokazuje się. Nad szczytem wszystko jedno chmury. Stromo, kamienie i MGLA. Już poważna mgła - jedziemy w chmurze. W jakiś moment nawet tracimy się, ale radio pomaga odnaleźć się. Gdzie nie gdzie jest stromo tak, że wskakuje myśl, czy nie ukręcę sobie półosi.   Nie mam tarczy jak tamten Defender, ale Roland ma. Jednak wjeżdżamy. Roland już na poważnie podziwia D3 i mówi że nie uwierzyłby, jeżeli   nie własne oczy. Takie uznanie jest miłe, tym bardziej wszystko jest potwierdzone drogą. Zjeżdżamy. Drogi tutaj też nie wybieramy - ona po prostu jest jedyna i prowadzi do brodu „Volga-Volga” przez rzekę Майвальтайок (Mayvaltayok).   Już nie pamiętam gdzie spotkałem tą nazwę. Tak bród nazwano za jego szerokość - w zależności od tego, jak jechać może być i do 100 metrów, głębokość 70-80 cm. Przed nim jest jeszcze jeden szerokością 7-8 metrów. Roland w nim zakopuję się - D1 też potrafi :) Wyciągam go - jedziemy plażą do głównego brodu.   Wiatr znad Umbozero, chmury, nie jest ciepło, ale nie pada. Znowu wodery, szukamy trasy. Dno tutaj piasek. Jezioro nie spokojne, ale wielkich fal nie ma. Na przeciwnej stronie piasek kurzawka, naniesiony falami, nogi od razu zapadają się. Tam gdzie fale uderzają o brzeg, stać nie da się, piasek od razu wciąga. Nieciekawie to wygląda. Jest możliwa trasa w najwęższym miejscu, głębokość będzie 80-90 cm. Jechać trzeba łukiem, i właśnie na wyjeździe ten podejrzany piasek. Jest próg jakichś 30 cm, sformowany przez wodę przy większym wietrze wcześniej. Mnie bardziej odpowiada inna wersja - trzeba jechać w szerokim miejscu, przez zalew.   Będzie jakichś 100 m, głębokość po kolana. Dno wszędzie też piasek, ale tam wyjazd jest równy i piasek dość twardy. Roland mówi, że mamy tylko 60 m Dyneema liny, i w razie problemów on mnie nie wyciągnie, ja go tym bardziej, bo nie mam wyciągarki. Ma większe doświadczenie, ustępuje mu. I to było błędem. Później, po sprawdzeniu map satelitarnych jasno było widać, że trzeba było jechać tak jak myślałem.

Wróć